Żyjesz, by pracować czy pracujesz, by żyć?

Odpowiedź zależy oczywiście od tego, kogo spytasz. Pomyślisz może, że twój aktualny szef  przychyliłby się do pierwszego twierdzenia i dodałby jeszcze, że niestety, większość jego pracowników to nieroby, żądające podwyżek i  ciągłego doceniania,  tymczasem nie zasługują nawet na przerwę na siku. Z kolei twoja przyjaciółka ciągle zmienia pracę uważając, że jeśli zaczynają ją wykorzystywać, musi natychmiast poszukać innego zajęcia, bo szkoda jej życia ciągłą harówkę.

Praca to zadanie do wykonania

Większość z nas nie zadaje sobie tego pytania. Nie dlatego, że jesteśmy bezrefleksyjni. Po prostu – życie nas nauczyło, że nadmierne oczekiwania przynoszą tylko i wyłącznie nadmierne rozczarowania, lepiej więc nie spodziewać się za wiele i ze stoickim spokojem przyjmować, co przyniesie los. Również pracę, którą postrzegamy jako źródło dochodu, nie satysfakcji (z wyjątkiem tej materialnej, ale i o nią nierzadko ciężko). Jeśli więc praca przynosi regularny dochód, zespół nie kopie pod sobą dołków, a szef jest znośny mamy upragniony święty spokój i poczucie stabilizacji.  Prawdziwe, wartościowe życie toczy się wtedy  gdzieś poza –  w rodzinie, na rybach, na rowerach, w kościele –  tam wydatkujemy  energię i pieniądze.  Tylko tam jesteśmy  w stanie dać  z siebie więcej. Praca jest wtedy sprowadzona do wykonywania usług, z których korzyści płyną zarówno do  zamawiającego, jak i wykonawcy. Zamawiający nie jest właścicielem zamawiającego, swoją władzę może zamanifestować tylko dokonując oceny wykonywanej pracy i płacąc za nią. Temperatura tej relacji rzadko przekracza przepisowe 36.6.  Jeśli nawet pojawi się stan podgorączkowy, w żaden sposób nie zaburzy on poczucia sensu i własnej wartości, a także klarowności relacji pracodawca – pracownik. W takim rozumieniu pracy poczucie klęski, brak sukcesu są  mniej dokuczliwe, gdyż nie wkraczają na teren osobowości, a dotyczą tylko i wyłącznie zadania.

Praca jako samorealizacja

Ktoś postanowił namieszać nam w głowach i rozpuścił famę, że w pracy należy się realizować. Czyli stawać się lepszym, doskonalszym, bardziej zaangażowanym… To z kolei oznacza więcej szkoleń, skrupulatne gromadzenie doświadczeń, poczucie misji.  Dbanie o dobre imię firmy. Poświęcenie, ale też marzenie o byciu docenianym. Nie chodzi tu bynajmniej o uścisk ręki prezesa i dyplom, leczo konkretny przyrost na koncie. Ale jak to pogodzić z misją? Wszak słowo to zakłada nie tylko szlachectwo duchowe,  ale również bezinteresowność. Czy to jest w porządku chcieć za wszystko pieniądze, skoro kochasz to, co robisz? Z drugiej strony – czy  jest w porządku nie płacić za dodatkowe godziny pracy komuś, kto naprawdę się angażuje? Czy jest w porządku  igranie z czyjąś potrzebą bycia solidnym i uczciwym?

Co przede wszystkim jest nie w porządku, to mylenie pracy z życiem i zostawianie w niej wszystkiego, co mamy najlepsze. Tylko co nam wtedy pozostaje dla siebie?

Leave a reply

Partnerzy

t