Gdy cierpi dusza

Co miesiąc półtora miliona Polaków kupuje leki przeciwdepresyjne. Tyle samo trafia w ciągu roku do szpitali psychiatrycznych. Jak wynika z rożnych badań i analiz, coraz częściej czujemy się wyczerpani, zmęczeni, często się denerwujemy. Winę zrzucamy na „takie czasy”, upatrując przyczyn nerwic, stanów lękowych i depresji w codziennej gonitwie i ciągłym stresie, który nas dopada ze wszystkich stron. A może są to naturalne i normalne odczucia ludzkie, bo nikt nie potrafi radośnie wracać po 10 godzinach z pracy do domu, gdzie – gdy dzieci pójdą spać – trzeba włączyć laptop i nadrobić zaległości?

Jesteśmy wariatami?

Przez ostatnie 20 lat trzykrotnie wzrosła liczba pacjentów szpitali i poradni psychiatrycznych. Czy to oznacza, że zaburzenia psychiczne są dziś normą jak grypa w szczycie sezonu? Niekoniecznie. Mamy – m.in. dzięki mediom – coraz większą świadomość zdrowia psychicznego, o które zaczęliśmy dbać jak o sferę życia równie ważną, jak ta cielesna. Dodatkowo, wizyta u psychologa czy psychiatry to dzisiaj żaden wstyd – dobrego psychoterapeutę śmiało polecamy sobie na Facebooku.

Szpital? Czemu nie?

Obraz szpitala psychiatrycznego zaczerpnięty z filmów czy książek nie należy do zachęcających. Wyobrażamy sobie oddziały zamknięte, pełne nienormalnych ludzi, skrępowanych kaftanami, których personel i rodzina dręczy wbrew ich woli. Tymczasem żeby w Polsce trafić do szpitala psychiatrycznego trzeba mieć nie tylko skierowanie, ale również pisemnie wyrazić na to zgodę. Nie jest ona potrzebna w ściśle określonych sytuacjach – gdy z powodu zaburzeń psychicznych dana osoba zagraża bezpośrednio własnemu życiu lub zdrowiu bądź życiu innych osób, albo jej zachowanie wskazuje na to, że tylko pobyt w szpitalu może istotnie poprawić stan zdrowia (np. alkoholik w stanie delirium lub osoba cierpiąca na schizofrenię). W takich przypadkach decyzję o skierowaniu na leczenie szpitalne podejmuje sąd opiekuńczy właściwy dla miejsca zamieszkania na wniosek najbliższej rodziny lub opiekuna. Co więcej, jeśli lekarz decyduje o przyjęciu pacjenta do szpitala bez jego zgody, musi wyjaśnić pacjentowi dlaczego to robi oraz powiadomić o tym właściwy sąd w ciągu 72 godzin.  Do oddziału psychiatrycznego można się również zgłosić dobrowolnie, a w przypadku naglącym (myśli samobójcze, autoagresja, nawrót schizofrenii) nie potrzeba skierowania. Jednak decyzję o przyjęciu podejmuje wtedy personel – zdarza się, że zaleca leczenie w poradni albo konsultację ze szpitalnym psychiatrą.

Palą, gwałcą i mordują?

Fora internetowe pękają często w szwach od pytań i wątpliwości tych, którzy nie mogą sobie poradzić z atakami paniki, obniżonym nastrojem czy wiecznym smutkiem czy emocjonalną huśtawką. Mnożą się pytania „czy powinnam się leczyć w szpitalu”, „czy nie spotkam tam samych psychopatów”, „czy wtedy naprawdę nie zwariuję”? Ci, którzy otrzymali pomoc, uspokajają, dzieląc się swoim doświadczeniem na forach i blogach: „Gdyby nie szpital, dawno bym nie żyła”, „dopiero tutaj zaczęłam wychodzić na prostą”.

Trzeba jednak pamiętać, że szpital to… szpital. Tak, jak w każdej innej chorobie, powinno się go traktować jako ostateczność. Zawsze warto na początku poszukać pomocy w poradni zdrowia psychicznego czy w gabinecie psychiatry. Czasem wystarczy… wypad za miasto z przyjaciółkami czy weekend z partnerem bez dzieci.

Leave a reply

Partnerzy

t